W związku ze zmianą prawa i wprowadzeniu przepisów RODO, czyli Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE - aby nadal móc aktywnie i w dotychczasowy sposób korzystać z naszego serwisu - musisz zaakceptować naszą uaktualnioną politykę prywatności.
Jej pełna treść dostępna jest tutaj »

W jej ramach informujemy również, że serwis wislaportal.pl do swojego prawidłowego działania wykorzystuje pliki cookies »
Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuję, zamknij!
główna   piłka   kosz   siatka   kalendarz   kadra   tabela   archiwum   foto   multimedia   live   typer   rss   szukaj   zaloguj się          
Sobota, 24 lutego 2007 r.
Wywiad z trenerem Wisły - Adamem Nawałką
A- A+

Mimo nawału prac przed startem rundy wiosennej sezonu 2006/2007 trener Wisły Kraków - Adam Nawałka znalazł czas także dla nas, aby udzielić nam wywiadu. W nim opowiedział sporo o sobie, a także o planach krakowskiej Wisły na zbliżającą się rundę. W niej celem numer jeden jest odzyskanie dla Wisły mistrzostwa Polski.

Wislaportal: Jak to się stało, że jako młody chłopak trafił Pan do krakowskiej Wisły? Jak to się stało, że to właśnie "Biała Gwiazda"?

Adam Nawałka: - Przede wszystkim chciałem tutaj sprostować statystyki, piłkarską encyklopedie, w której ktoś napisał, że grałem wcześniej w klubie Orlęta Rudawa. Fakty są takie, że to mój ojciec grał w Orlętach. Natomiast ja od samego początku grałem w Wiśle Kraków, byłem jej wychowankiem. Trafiłem do Wisły dokładnie w 1969 roku. Ojciec mnie przyprowadził na testy do Pana Adama Grabki i tak to się zaczęło. Jako 12-letni chłopiec podjąłem treningi.
Wisła była dla mnie najważniejsza od samego początku, z ojcem chodziłem na mecze Wisły Kraków, no i tak to się potoczyło, że inny klub nie istniał dla mnie, była tylko Wisła.

Nie miał Pan jeszcze 18 lat, gdy zaliczył Pan debiut w ekstraklasie. Było to 21 maja 1975 r. w Zabrzu. Nie miał Pan nawet 19 lat, gdy doszło do rywalizacji Wisły w Pucharze UEFA, z wielkim wtedy Celtickiem Glasgow. Z Panem w podstawowym składzie... Był Pan odkryciem roku w Polsce w 1977 r., wg "Piłki Nożnej". Czy jednak nie zaczął Pan wielkiej kariery piłkarskiej zbyt wcześnie, potem często leczył Pan kontuzje, różne urazy?

- Z pewnością nie rozpocząłem kariery zbyt wcześnie, bo nie ma takiego określenia. Natomiast faktem jest, że wtedy medycyna nie była na takim poziomie jak jest teraz. Nie było środków zaradczych, czy też suplementacji, która gwarantowała regenerację organizmu, czy też zadziałanie przeciwko tym kontuzjom. Zabrakło czynności doraźnych, które przygotowałyby mnie i mój organizm. Wiadomo, że jeżeli organizm jest przygotowany, to nie ma czegoś takiego jak "za wcześnie". Odpowiednia kontrola, odpowiedni dozór medyczny, to wtedy wszystko jest w porządku. Głównym powodem moich kontuzji było więc to, że dawniej nie było dokładnej opieki medycznej.

Jakie to uczucie, mieć 21 lat i być mistrzem Polski z ukochaną Wisłą?

- Były to piękne chwile, które oczywiście pamiętam. Ostatni mecz z Arką wygraliśmy 3-1, natomiast przegrywaliśmy 0-1. Pamiętam moją akcję, gdzie Bobo Kaczmarek i kilku innych zawodników oglądało moje plecy. Mój strzał, który przyniósł bramkę! To jednak Kaziu Kmiecik miał szansę na króla strzelców i tego gola szybko zapisałem Kmiecikowi, prosząc sędziego, aby była to bramka dla niego. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła za linią i wyszła, a wtedy Kaziu ją dobił. Te wspomnienia utkwiły mi w pamięci. No i oczywiście fantastyczna radość z kibicami po meczu, kiedy świętowaliśmy zdobycie tego tytułu po wielu latach oczekiwań.

Skąd pseudonim... "Ciepły"?

- Pseudonim wziął się z czasów, gdy stanowiliśmy grupę bardzo wesołą. Praktycznie wszystkie nasze zajęcia, czy to te na boisku, czy poza nim - traktowaliśmy z dużym optymizmem. Do każdego podchodziliśmy bardzo serdecznie, z dużym uśmiechem. Stąd m.in. się to wzięło.

Po tym jak skończył Pan grać w Wiśle, była kariera zawodniczo-trenerska w USA, w drużynie Polish American Eagles Nowy Jork. Później powrót do Polski, praca w Świcie Krzeszowice. No i trafia Pan na Reymonta. Pracuje Pan z młodzieżą w Wiśle, odkrywa nowe talenty. Jak wspomina Pan początki trenerskiej kariery?

- Akumulatory naładowane, dużo energii. Chciałem wiadomo przekazać swoją wiedzę i pamiętam, że miałem propozycję w trakcie trenowania Świtu od Wojtka Łazarka, który chciał abym przyszedł i pomagał w szkoleniu Wisły. Natomiast ja wtedy dałem słowo w Świcie, że zakończę rozgrywki. Jestem człowiekiem, który stara się spełniać obietnice do końca i moją dewizą jest to, że dane słowo jest najważniejsze, dlatego zostałem w Świcie. Później wiadomo wróciłem do Wisły. Ten klub jest dla mnie szczególny.

Gdy został Pan trenerem Wisły nie bał się Pan postawić na młodego Pawła Brożka. Jego debiut był wyśmienity, okraszony golem. Czy podobnie będzie teraz z Patrykiem Małeckim, Adamem Kokoszką, którym - wszystko na to wskazuje - da Pan szansę? Jak prezentują się inni młodzi piłkarze: Kałuda, Kominiak, Kubowicz? Czy mają szansę przebić się do składu?

- Z pewnością na młodych zawodników będę stawiał, bo staram się zarówno pracować z młodzieżą indywidualnie, jak i dawać im szansę, ponieważ sam jako bardzo młody zawodnik wchodziłem do drużyny. Myślę, że tutaj zawsze coś nowego Ci młodzi mogą wnieść. Oczywiście prezentując odpowiedni poziom. Nic na siłę. Muszę zaznaczyć, że zawodnik musi przede wszystkim zasługiwać na to, aby grać. Nie można pchać kogoś, kto nie ma odpowiednich umiejętności, bo można tylko krzywdę zrobić.
Jeżeli tylko młodzi piłkarze będą wykazywać wystarczające możliwości, to będę na nich stawiać. Muszą starać się na treningach, w grach kontrolnych, potwierdzać umiejętności w meczach. Tylko poprzez ciężką pracę można iść do przodu. Ja sam pamiętam ile trudu wkładałem, ile wylałem potu, po to aby przebić się do pierwszej drużyny. Nikt nie daje tego za darmo. I tego samego oczekuje od młodych zawodników.
Kałuda, Kominiak, Kubowicz - to ciekawi piłkarze, dla których czas jest bardzo ważny i praca jaką włożą. Tą szansę dostaną. Zielone światło dla młodych zawodników w Wiśle Kraków jest, ale to od nich samych zależy, czy ją wykorzystają. Czy ta skala talentu jest na tyle wysoka, że przy nawet odpowiedniej pracy oni staną się pełnowartościowymi zawodnikami Wisły Kraków.

Już mówiliśmy, że słynie Pan z tego, że nie boi się Pan stawiać na młodzież... tyle tylko, że jest jeden problem, który wytykamy. Choć Wisła zawsze stawiana była za wzór pracy z młodymi adeptami sztuki piłkarskiej, to szkółka pana dr Chemicza - że tak brzydko powiem - "wyprodukowała" ze znanych zawodników tylko: Łukasza Surmę, Mirka Spiżaka i Darka Zawadzkiego... Czy ma Pan pomysł, aby to zmienić? Czy jest szansa na lepszą współpracę Wisły SSA ze szkółką piłkarską Towarzystwa Sportowego?

- Z pewnością mamy koncepcję odnośnie szkolenia młodych piłkarzy, jak również i filozofię działania, wprowadzenia młodych zawodników, bo to jest istotne. Ten program, jak powiedziałem, jest wdrażany w życie. Już teraz, z chwilą podjęcia przeze mnie pracy, młodzi zawodnicy dostają szansę. Młodzi zawodnicy wyjeżdżają na zgrupowania z pierwszą drużyną. Rotacyjnie są to piłkarze, którzy zmieniają się. Chcemy mieć przegląd całej kadry i chcemy też pokazać, że wszyscy Ci, którzy te umiejętności prezentują i wszyscy Ci, którzy naprawdę chcą - swoją szansę dostaną. Musi być tutaj jednak cierpliwość, wytrwałość i systematyczność. To w piłce bardzo się liczy i bez tych elementów nie ma co marzyć o karierze. Słomiany zapał może być, ale w innej dyscyplinie, nie w piłce.

Kiedy więc doczekamy się wychowanka w Wiśle? Ostatnim był Grzegorz Pater...

- Szansa na to jest. Natomiast ja jako wychowanków traktowałbym także tych piłkarzy, którzy przybywają do Wisły Kraków jako czternasto- piętnastolatkowie. Myślę tutaj także o Pawle i Piotrku Brożkach. O tych piłkarzach, którzy w młodym wieku tutaj przyszli, z małych klubów i z pewnością Oni czują się jak wychowankowie Wisły. Sami widzimy, że gdy są możliwości transferów tych zawodników do innych klubów, to jednak Oni wypowiadają się, że chcą zostać w Wiśle, że tutaj chcą zdobywać kolejne cele, tutaj chcą dojrzewać i są wiślakami z krwi i kości. To mnie cieszy, jako trenera, jako również wychowanka Wisły Kraków, że potrafiliśmy zaszczepić to przywiązanie do barw klubowych.

Odbył Pan staże trenerskie w takich klubach jak: Roma, Bayer Leverkusen, Barcelona, Osasuna Pampeluna, Real Sociedad San Sebastian. Co one Panu dały?

- Każdy staż to zbiór doświadczeń. Praca trenerska na tym polega, że trzeba zdyskontować zarówno doświadczenia piłkarskie, jak również doskonalić warsztat trenerski. Trzeba poszerzać swoją wiedzę poprzez otwartość i współpracę z innymi klubami, innymi trenerami. Trzeba te kierunki szkoleniowe poszerzać i wiedzieć jak to wykorzystać. Ważne jest także, aby znaleźć własną koncepcję na pracę.

Powróćmy jeszcze na chwilę do przeszłości. 9.06.2001 r. - pamiętny mecz na Legii... Wisła wygrywa 2-1, zdobywa mistrzostwo, Pan niestety obrywa kamieniem w głowę, do tego dochodzą zamieszki kibiców, płonie stadion. Jak Pan wspomina z perspektywy kilku lat tamte wydarzenia?

- Było to bardzo ważne spotkanie, jeżeli chodzi o moją karierę trenerską. Był to okres gdzie mistrzostwo Polski było już z góry przypisane do Wisły, ale brakowało tej kropki nad "i", którą wtedy postawiliśmy. Ten mecz oczywiście wspominam miło, pomimo iż oberwałem kamieniem. Warto było poświęcić to czoło właśnie dla zdobycia mistrzostwa, i to na stadionie głównego rywala.

Choć pracował Pan w innych klubach, potem odchodząc z Wisły, w Sandecji, Zagłębiu Lubin, Jagiellonii... to Wisłę na pewno nosił Pan cały czas w sercu. Czy z odległości obserwował Pan to co dzieje się przy Reymonta. Patrzył Pan na błędy swoich poprzedników?

- Nie, ja nie patrzyłem na błędy moich poprzedników. Każdy trener wniósł tutaj coś nowego. Cały ten czas byłem bardzo blisko Wisły Kraków, cały czas w kontakcie zarówno z zawodnikami oraz ludźmi, którzy są tutaj w Wiśle.

Zostaje Pan wiceprezesem Wisły ds. sportowych. Już za Pana kadencji Wisła rozgrywa - powiedzmy sobie szczerze - szczęśliwy mecz w Salonikach, no i przedziwny w Rotterdamie. Wisła grała, a Holendrzy strzelali na nasze własne życzenie gole. Czego zabrakło aby awansować dalej? A może tylko limit szczęścia został wyczerpany w Grecji?

- Przede wszystkim zabrakło konsekwencji w grze. Drużyna już wychodziła z dołka co do przygotowania fizycznego. Wcześniej rzeczywiście były kłopoty z motoryką. Było to bardzo trudne spotkanie, i myślę, że o naszej porażce zadecydowały braki w realizacji założeń taktycznych i konsekwencji w grze.

Kontuzje Clébera, Jakuba Błaszczykowskiego, Stanko Svitlicy na pewno przeszkodziły w przygotowaniach zespołu... Pierwsi dwaj stanowili o sile Wisły jesienią. Jak poradzimy sobie bez nich w pierwszych meczach?

- Znamy doskonale wartość tych zawodników. Ich brak w okresie przygotowawczym to bardzo niekorzystna sytuacja. Trzeba było szukać innych rozwiązań. Bardzo trudno będzie ich zastąpić. My jednak jesteśmy przygotowani na kontuzje. Wypróbowaliśmy i sprawdziliśmy inne warianty. Ważne, że mamy piłkarzy, którzy ich zastąpią.

Wisła zagra wiosną u siebie z Legią, Lechem, Zagłębiem, ale też czekają nas ciężkie wyjazdy: Kielce, Bełchatów. Liga w bieżącym sezonie jest o wiele bardziej wyrównana, niż kilka lat temu. Nikogo nie można lekceważyć.

- Absolutnie tak. Zgadzam się. Nie możemy nikogo lekceważyć. Z pewnością nasze podejście i nastawienie mentalne jest tutaj bardzo ważne. Dla nas najważniejszy będzie zawsze najbliższy mecz. Z takiego założenia musimy wychodzić i wychodzimy.

Kogo uważa Pan za najgroźniejszego rywala w walce o mistrzostwo?

- Bankiem informacji w klubie zajmuje się m.in. Kaziu Moskal. Ta czołówka, która zakończyła ligę jesienią na pozycjach od jeden do sześć będzie z pewnością walczyła o mistrzostwo. Myślę też, że sporą rolę odegra Lech Poznań, który może zabrać dużo cennych punktów drużynom z czołówki.

Czy piłkarze zdają sobie sprawę, że po odpadnięciu z Pucharu Polski, i po kiepskich występach naszych klubów w europejskich pucharach w poprzednich latach, w tym roku jedynie mistrz i wicemistrz kraju zagrają w europejskich pucharach, w których Wisła gra nieprzerwanie od 2000 roku?

- Wszyscy doskonale znamy przepisy. My gramy o najwyższy cel. Nie będzie łatwo, bo walka będzie - jestem przekonany - do ostatnich minut sezonu. Spodziewamy się nie tylko tych miłych i przyjemnych chwil, że wszystko pójdzie łatwo, dlatego jesteśmy przygotowani także na te trudne momenty. Jednak jeśli będziemy mieli takie nastawienie to wszystko przetrwamy i możemy myśleć o walce o mistrzostwo.

Kto będzie mistrzem Polski sezonu 2006/2007?

- To jest nasz cel numer jeden!

***

Na koniec naszego wspólnego spotkania trener Adam Nawałka poprosił o przekazanie serdecznych pozdrowień wszystkim kibicom Wisły Kraków - co też czynimy.
Prosił także o wsparcie, nie tylko podczas meczów: - Wszyscy jesteśmy razem i walczymy o wspólny cel - zakończył Adam Nawałka.

Wywiad przeprowadzili: Piotr i Fol, 23 lutego 2007 r.


Dodał: Piotr

Nikt nie komentował jeszcze tej informacji. Może Ty to zrobisz?

    Dodaj komentarz »
    Zanim skomentujesz »
 
© 1998-2018 WISLAPORTAL.PL. Portal Kibiców Klubu Wisła Kraków    |    Strona wygenerowana w 0.016 sek.   |    Kontakt: redakcja@wislaportal.pl
Korzystając z portalu akceptujesz jego politykę prywatności & politykę cookies »