WISŁA PORTAL - wersja light
   strona główna »
   News
W pogoni za rozumem, czyli rosyjska ruletka z wirusem?!
Bynajmniej nie jestem wirusologiem i dysertacji naukowych na ten temat nigdy nie pisałem. Z tymi niewidzialnymi wrogami ludzkości do czynienia miał jednak każdy z nas, bo chyba nie ma człowieka, który nie zaliczył w swoim życiu choćby grypy. Czy jest to nieprzyjemne? Niemal zawsze, dlatego nawet średnio inteligentna osoba stara się nie chorować, bo może to doprowadzić do groźnych powikłań. Okazuje się jednak, że w trakcie światowej pandemii wirusa od grypy o wiele groźniejszego - przedstawiciele Rakowa Częstochowa chcą zaproponować reszcie Ekstraklasy dokończenie rozgrywek ligowych. Już teraz!
Na całym świecie obserwujemy na własne oczy pandemię koronawirusa SARS-CoV-2, powodującego chorobę o dziwnie brzmiącej nazwie - COVID-19. Infekcja wśród wielu zarażonych przechodzić ma rzekomo łagodnie, czasem nawet bezobjawowo, ale jednocześnie właśnie przez to jest taka niebezpieczna, bo zarażać możemy innych, nawet o tym nie wiedząc. No i działa jak ruletka, tyle że dla wielu ludzi w wersji... rosyjskiej. Na kogo wypadnie, na tego bęc - bo gdy wirus znajdzie podatny grunt - poważnie niszczy płuca, doprowadzając do ostrego ich zapalenia. W wersji powiedzmy, że "łagodniejszej" powodować może ich zwłóknienie - schorzenie nieodwracalne, które z płuc 20-latka, może zrobić płuca 40-latka, a może i gorzej. Gorzej jest też, gdy zapalenie przechodzi w stadium jeszcze groźniejsze, czyli takie, gdy zaczynamy mieć poważne kłopoty z oddychaniem, z koniecznością podłączenia respiratora! Bez tego wielu chorych po prostu umiera. Płuca nie przekazują bowiem tlenu do krwiobiegu, co w ostateczności prowadzi do uduszenia. W różnych krajach lekarze różnie opisują jednak przyczynę śmierci. Jedne przypadki to po prostu "koronawirus", ale są też takie, które opisują to jako zatrzymanie krążenia, ale też sepsa, czy też niewydolność nerek. Doniesień o powikłaniach powodowanych przez SARS-CoV-2 jest też więcej, ale nie są jeszcze z wiadomych względów dostatecznie zbadane, choć przynajmniej część mężczyzn "zaciekawić" może wątek, że poza płucami, czy nerkami koronawirus atakować może także jądra.

Oczywiście dziś czytających ten artykuł problem tej choroby - jako takiej - zapewne nie do końca bezpośrednio dotyczy. Wielu z nas może nawet powiedzieć - "mnie to nie rusza", ale to jak to nowe schorzenie wygląda obserwować możemy dokładnie w dramatycznych zdjęciach i materiałach wideo z Włoch i Hiszpanii, gdzie z powodu zbyt wielu chorych załamuje się system zdrowotny! A dzieje się tak również z tego powodu, że pierwotnie traktowano tę chorobę jak wspomnianą na wstępie grypę i w porę nie dostrzeżono niebezpieczeństwa. Niestety grypą COVID-19 nie jest i na dziś po prostu nie wiemy jak - i co gorsze kiedy - ta już aktualnie światowa pandemia się zakończy!

Tym bardziej, że z podobnym lekceważeniem podchodzono do tematu w kolejnych krajach Europy - w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie tamtejsze władze pierwotnie zaplanowały, aby społeczeństwo nabyło tzw. "odporności stadnej" - przez jak największą liczbę zarażeń! A teraz dramatycznie odwraca swoje podejście... Jednocześnie może być też tak, że lekceważenie pierwszych zachorowań w danym miejscu na świecie nie ma żadnego znaczenia, bo wirus jest tak zjadliwy, że może i tak mało kto się przed nim uchroni i zachorujemy na niego wszyscy... Tego dziś jednak nie wiemy, więc zarządzona choćby w naszym kraju ogólnonarodowa kwarantanna sprawia, że Ci którzy mogą - wręcz mają obowiązek odizolować się od reszty społeczeństwa, tak aby nie narażać siebie oraz właśnie innych. Zbyt duża liczba chorych powoduje bowiem sytuację, w której służby medyczne muszą wybierać kogo ratować, gdy już musi się trafić na OIOM... A tego chyba każdy chciałby uniknąć.

Sytuacja panująca obecnie na świecie jest dla nas bezprecedensowa. Z książek do historii dowiedzieć mogliśmy się o wcześniejszych pandemiach, jak choćby w XIV wieku dżumy, która zabiła 1/3 ówczesnego społeczeństwa. A także bliższej nam czasowo grypy "hiszpanki", która pochłonęła około 50 mln istnień ludzkich. Jakie żniwo zbierze SARS-CoV-2? Tego jeszcze nie wiemy, ale na dziś - przynajmniej wg oficjalnych danych - stwierdzono już prawie 310 tysięcy zarażonych osób. Jak na cały świat, ktoś może stwierdzić, że to niewiele, ale pewne jest, że dane te są mocno niedoszacowane, bo dotyczą tylko tych osób, które poddane zostały testom! A choćby z pierwotnego źródła zarażeń, a więc z Chin, dane mogą być więcej niż znacząco zaniżone! Dziś zresztą zaczynają zaniżane być wszędzie, bo coraz więcej krajów ma problem z testowaniem kolejnych potencjalnie zakażonych osób!

SARS-CoV-2 nie wybiera, bo dowiadujemy się, że koronawirusem zaraził się choćby książę Monaco - Albert II, a z bardziej znanych osób wirusa "złapał" również aktor Tom Hanks. Problem nie ominął także sportowców, w tym koszykarzy z NBA oraz piłkarzy, zwłaszcza w Italii i Hiszpanii, by wymienić Paulo Dybalę oraz bliższego polskim kibicom - Bartosza Bereszyńskiego. Nie ominęło też trenerów, bo o zarażeniu informował menedżer Arsenalu - Mikel Arteta, a o skali problemu przekonał się choćby klub Valencia CF, w którym koronawirusa stwierdzono u ponad 1/3 osób związanych z drużyną - piłkarzy, trenerów oraz członków sztabu! Czy każdy z nich wyjdzie po tej infekcji bez szwanku? Pytanie na dziś wyłącznie retoryczne.

Od pierwszego potwierdzonego przypadku w Polsce mija osiemnaście dni. Gdy 8 marca graliśmy mecz z Lechem Poznań nasz krajowy "licznik" wskazywał zaledwie 17 przypadków, ale już tydzień później, gdy... w piątek - nomen-omen - trzynastego rozpocząć miała się w Polsce 27. kolejka ligowa, chorych było 68, a wszystkie szkoły, uczelnie i kolejne miejsca użyteczności publicznej były zamknięte. Zamknięto więc też ligę, co dla wielu ludzi piłki nożnej było bolesnym doznaniem, ale zaraz potem zamknięto też galerie handlowe i zabroniono gromadzić się ludziom w liczbie powyżej 50. osób. Zresztą już wkrótce spodziewać się można, że ograniczenia w Polsce pójdą jeszcze dalej, bo liczba zarażonych przekroczyła już pół tysiąca i będzie ich przybywać z coraz większą mocą! I jest to pomimo wielu środków ostrożności niestety pewne.

I właśnie w takiej sytuacji, z ogromnym zdumieniem, obejrzałem wczoraj część programu emitowanego na antenie TVP Sport, pt. "Stan futbolu", bo w nim pojawił się m.in. trener Rakowa Częstochowa Marek Papszun oraz mocno przytakujący mu agent piłkarski - Jarosław Kołakowski. Papszun od początku jest prekursorem mocno kontrowersyjnej opinii, która mówi, że przerywanie ligi było błędem i choćby z tego powodu, że jego drużyna na zaplanowany na wspomniany piątek, 13 marca, wyjazdowy mecz ligowy ze Śląskiem Wrocław już pojechała - to powinna go rozegrać. Grać też mieli jego zdaniem pozostali, a mocno wtórował mu w tych tezach wspomniany Kołakowski. Napisałem, że obejrzałem tylko część programu, bo po kolejnych "mądrościach" obydwu panów oraz całej reszty towarzystwa po prostu użyłem pilota, po którym ekran telewizora zrobił się czarny.

Okazuje się jednak, że to nie koniec prekursorskich emocji rodem z Częstochowy, bo niedzielny poranek dopadł mnie linkiem do wywiadu na łamach serwisu sport.pl, który przeprowadzono z właścicielem Rakowa, Michałem Świerczewskim. Ten chce dokończyć sezon ligowy. Każdy z nas chciałby, aby to właśnie się stało, z tą jednak różnicą, że Pan Świerczewski dokończyć chce go... już teraz!

W obecnej sytuacji panującej na świecie każdy z nas traci finansowo. Każdy i bez wyjątku, no chyba, że mówimy o spekulantach, którzy cenę za maseczki chirurgiczne oraz tym podobne - podnieśli o kilka tysięcy procent. Albo o tych, którzy oszukują oferując domowe testy na obecność koronawirusa, czy też przysyłają "korono-SMS-y", które umożliwić mają im później wyczyszczenie naszego konta bankowego. Do podobnych oszustw przedstawicieli Rakowa bynajmniej nie porównuje, ale też ryzykowanie zdrowiem piłkarzy i nie tylko ich jest dla mnie tytułową "pogonią za rozumem" i ofertą do gry w "rosyjską ruletkę".

Liczenie strat finansowych ludzi prowadzących w ostatnich latach swój biznes może powodować ból głowy i wyrywanie z nich włosów. Świat zaczyna się bowiem zatrzymywać i kto wie, czy za chwilę - aby przetrwać - nie będzie musiał zatrzymać się jeszcze bardziej. Nie dalej jak wczoraj we Włoszech ogłoszono bowiem zaprzestanie jakiejkolwiek działalności gospodarczej, poza tą, która niezbędna jest do funkcjonowania tego w dramatyczny sposób doświadczanego kraju. Jeśli włoski przykład nikogo jeszcze nie uczy, to może powinien?

I rozumiemy sytuację, że tak jak pieniądze traci dziś branża turystyczna, lotnicza oraz wiele innych, w tym również wszelako rozumiana rozrywka i edukacja, tak też tracą ją przedstawiciele klubów piłkarskich. Z tym tylko, że "rosyjska ruletka", w którą zagrać chcą przedstawiciele Rakowa, z góry skazana jest na niepowodzenie! Bo choć chcą oni swój jak mówią "odważny plan" zaproponować reszcie ligi na zaplanowanej na czwartek wideokonferencji i mocno za tym lobbują - co widać było wczoraj w zasianym w programie u Krzysztofa Stanowskiego ziarnie - to chyba nikt o zdrowym podejściu nie myśli, że szesnaście klubów jednomyślnie się na to zgodzi!

Częstochowianie zaproponować mają bowiem, aby piłkarze wrócili do normalnych treningów i w jak najszybszym czasie - wznowili rywalizację sportową. Każdy z zawodników, trenerów i członków poszczególnych zespołów musiałby być odseparowany od reszty społeczeństwa, a rywalizacja w lidze potrwać miałaby - albo do jej zakończenia, albo do... pierwszego zarażonego!

Bill Shankly, szkocki trener piłkarski, powiedział kiedyś "są ludzie‚ którzy uważają‚ że futbol to sprawa życia i śmierci, jestem takim podejściem rozczarowany, futbol jest dużo ważniejszy"... - problem w tym, że w obliczu pandemii, z którą zmaga się dziś świat, cytat ten okazał się zupełnie bezwartościowy. Dziś ludzie nie mają bowiem innego wyjścia i muszą przewartościować swoje życie i podejście do tego co dzieje się za naszymi oknami oraz przede wszystkim w szpitalach, gdzie trwa walka o życie kolejnych pacjentów. Gdzie trwa walka, aby lekarze i pielęgniarki ratujący ludzkie istnienia - sami nie ulegli zarażeniu i nie zostali z wątłego systemu zdrowotnego w naszym, i nie tylko w naszym, kraju - wyeliminowani! A tutaj droga jest prosta - każdy kolejny zarażony, to potencjalne ryzyko załamania się służby zdrowia, bo oznacza potencjalną śmierć kolejnych osób, którzy zwyczajnie nie otrzymają pomocy! I to nie tylko z powodu COVID-19! Dziś gdy w szpitalu niezakaźnym znajdzie się osoba SARS-CoV-2 zarażona - ten musi zostać zamknięty, a personel trafia na dwutygodniową kwarantannę! A to wyklucza z systemu zdrowotnego kolejne punkty ratujące ofiary wypadków, zawałów i wielu innych. Przekładane są operacje, co również nie wpływa korzystnie na zdrowie ludzi, którzy dziś z wirusem nie mają jeszcze nic wspólnego, ale na szachownicy życia kolejne posunięcia są domeną nie człowieka, a mikroskopijnego wirusa!

W Częstochowie krzyczą nam dziś - grajmy! Nie stracimy aż tylu pieniędzy, jakieś może zarobimy, a że ryzykiem jest dostarczenie służbie zdrowia kolejnych chorych? Jeden, czy dziesięciu, a może dwudziestu, czy stu mniej lub więcej - nie robi różnicy? Chyba jednak nie do końca...

I choć staramy się zrozumieć podejście każdego z ludzi biznesu, którzy z powodu zatrzymania tej lub innej działalności tracą swoje pieniądze i martwią się o swoją - i nie tylko swoją - ekonomiczną przyszłość, to zamiast ryzykować życie i zdrowie, może jednak warto się na chwilę zatrzymać i pandemię spróbować przeczekać? I swoje podejście przewartościować, bo gra w piłkę do "pierwszego zarażonego piłkarza" brzmi dziś jak naprawdę kiepski żart. I tylko szkoda, że żartem tym dla niektórych nie jest.
"Bardziej od głupców boję się ludzi bez wyobraźni, bo głupiec jest przewidywalny..."
   Zobacz także:
 
   wislaportal.pl