Sobota, 24 kwietnia 2021 r.

Mateusz Lis: - Można się delikatnie uśmiechnąć

- W tej pierwszej sytuacji miałem odczucie, że nie zdążyłem do piłki, ale schowałem ręce i z mojej strony nie było kontaktu z przeciwnikiem. To ja poczułem kopnięcie w twarz i może nie byłem pewny w stu procentach, że nie będzie rzutu karnego, ale bardziej byłem na nie, niż na tak - mówił o sytuacji z końcówki pierwszej połowy bohater derbów Krakowa, Mateusz Lis, czyli o tej, po której najpierw sędzia Bartosz Frankowski wskazał na jedenastkę dla "Pasów", a potem i po analizie wideo, jednak ją odwołał.

W drugiej połowie "jedenastkę" za zagranie ręką Macieja Sadloka Frankowski już podyktował, ale Lis odbił strzał Segiu Hanki. Stąd też pytanie o to, czy przed spotkaniem bramkarz Wisły analizuje strzelców takich stałych fragmentów gry w zespołach rywali.

- Analizujemy strzelców rzutów karnych, dostajemy materiał wideo od trenera bramkarzy, który przygotowuje nam potencjalnych strzelców i ciekawostka, że w tym meczu analizowaliśmy Álvareza. Myśleliśmy, że to on podejdzie do "jedenastki", ale podszedł inny zawodnik. Podjąłem decyzje, że pójdę w prawą stronę, a Álvareza chciałem dłużej wyczekać, bo inaczej strzela te karne. Cieszę się, że udało się obronić w tak ważnym meczu i w tak ciężkim momencie dla nas - przyznał Lis.

- Wiedzieliśmy jak gra Cracovia i jak to będzie z ich strony wyglądało. My mieliśmy swój plan na ten mecz, ale nie ustrzegliśmy się błędów. A to co najbardziej boli to jest to, że nie potrafimy strzelać bramek. Tego nam najbardziej brakuje. Jednocześnie bardzo się cieszymy, że udało się zachować czyste konto, bo też tego w poprzednich meczach nam brakowało. Po tych czterech porażkach z rzędu bardzo chcieliśmy się zrewanżować i odpłacić kibicom, bo był to bardzo słaby czas dla nas. Dziś chcieliśmy za wszelką cenę wygrać, zakończyć ten mecz zwycięstwem, aby wspiąć się do góry w tabeli, ale myślę, że można się delikatnie uśmiechnąć po tym ciężkim tygodniu i po tym meczu, który zakończył się remisem - dodał bramkarz zespołu "Białej Gwiazdy".

Na zakończenie Lis został zapytany o to, jakie wymagania stawia mu trener Peter Hyballa.

- Muszę przyznać, że za trenera Hyballi rozwinąłem się w niektórych aspektach, czuję to po sobie. Wymaga ode mnie, żebym więcej współpracował z drużyną, był cały czas z nimi w niektórych sytuacjach - był jak zawodnik z pola, rozgrywając piłkę dalej od bramki. Dziś był taki mecz, wiadomo prestiżowy i po ciężkim naszym tygodniu, gdzie ta presja była duża, więc postawiliśmy na proste środki, gry długą piłką, ale tak też trzeba czasami grać. Trener powtarza, że nie można się wstydzić zagrania długą piłką, bo czasami jest to lepsze rozwiązanie, niż gra tiki-taką we własnym polu karnym. Na pewno myślę, że rola trenera miała duży wpływ na to, że niektóre aspekty poszły do góry - zakończył wiślak.


Źródło: Canal+ Sport

Foto: Wisła Kraków SA

 Redakcja

Tagi:


Zobacz także:


Dodaj komentarz:


Nick:

Temat:

Tekst:

UWAGA: Dodając komentarz akceptujesz naszą politykę prywatności » oraz regulamin komentarzy »


5    Komentarze:

~~~Arni
Sumując
Gra była dużo lepsza niż w Lubinie. Obroniony karny to palce lizać. Słaba gra nogami. Ogólnie jest OK.

56            -8
~~~goal
Poprzedni mecz nam przegrał, a dzisiejszy wygrał.
Ale ten jest jednak dużo ważniejszy.

65            -11
~~~sd
do arni
przecież my tego meczu nie wygraliśmy, to jak wygrał...

19            -42
branko16
Mentalność zwycięzcy?
Z całym szacunkiem do Lisa, bo fakt, wybronił karnego i za to brawa oraz za cały mecz, ale ta jego wypowiedź idealnie podsumowuje mentalność polskich piłkarzy w naszej lidze. "Można się delikatnie uśmiechnąć", bo udało się nie przegrać w derbach, a my nie stworzyliśmy żadnej klarownej sytuacji do strzelenia gola (w meczu u siebie!) oprócz tej gdy Żukow miał wystawić po ziemi piłkę Brownowi. I to po czterech porażkach z rządu! No brawo, faktycznie można się delikatnie uśmiechnąć ...

11            -23
~~~Janko Buszewski
Mati dał nam punkt
i za to należą Mu się wielkie brawa. Ne mam wątpliwości,ze po zdobytej z karnego bramce, Probierz postawiłby autobus na 30 metrze,zaczęłyby się prowokacje,wydumane faule,kradzież czasu,jęki bólu i...........czosnkowi chłopcy wymęczyliby te 3 punkty . Nie udało się wygrac,bo nie mamy napastnika i tyle.Mozna kreowac sytuacje,mozna stwarzac sobie okazje do zdobycia gola,ale jak nie masz strzelby nic nie zdziałasz. U nas jest Forbes u nich był Alvarez.Ta sama charakterystyka.Wysoki,silny ale bez motoryki,bez zwrotnosci,bez instynktu strzeleckiego,bez "tego czegos" co miał np Tomek Frankowski.Takich Forbesów i Alvarezów, piłka nie szuka a oni nie mają w sobie tego impulsu,co kaze zrobic to vice versa tj ustawic się ,stanąc w tym a nie innym miejscu szesnastki,zrobic pół kroku wczesniej niz rywal i dostawic głowę,nogę,dziubnąć szpicem...Byle wpadło.Tego wczoraj nie było.Dlatego po ligowej młócce,skonczyło się na 0 do 0.Ale jak się meczu nie uda wygra,trzeba go chociaż zremisowac.Przytulilismy punkt i nadal jestesmy Królami tego miasta.Takie sobie wyszukuję pozytywy wczorajszego kopania,bo innych niestety nie mogę .

20            -4