Mariusz Jop przed meczem z Kotwicą: ‑ Wierzę w to, że będziemy stwarzać sytuacje i zdobywać bramki
Po reprezentacyjnej przerwie czeka nas powrót na ligowe boiska, na których już w piątkowy wieczór rywalem krakowskiej Wisły na stadionie przy ulicy Reymonta będzie beniaminek ligi ‑ Kotwica Kołobrzeg. Oto co przed tą potyczką ‑ na tradycyjnej przedmeczowej konferencji prasowej ‑ powiedział trener Mariusz Jop.
Miał Pan w ostatnich dniach kilku młodzieżowców na zgrupowaniach kadry. Wśród nich są Ci, z których często Pan korzysta, a więc Kacper Duda i Mariusz Kutwa. Czy ma to jakiś wpływ na rozważania, jeśli chodzi o kandydatów do pierwszego składu? Za kartkę karę odpokutował Patryk Letkiewicz, więc może to rozwiązać problem z "młodzieżowcem"?
Mariusz Jop: ‑ No tak, to jest powiązane ze sobą. Mariusz Kutwa zagrał dwa całe mecze w reprezentacji U‑20, "Dudi" zagrał w pierwszym dziewięćdziesiąt minut, w drugim sześćdziesiąt, więc trochę mniej. Na pewno ma to wpływ. Zobaczymy... Dzisiaj jest trening i zobaczymy w jakiej będą dyspozycji, no ale na pewno mają trochę w nogach.
Czy Marko Poletanović jest już w takiej dyspozycji, że można go bez ryzyka wstawić do pierwszego składu?
‑ Ryzyka urazu nie ma. Ta kontuzja, której doznał, jest zaleczona. Trenował z nami w pełnym wymiarze cały tydzień, więc jest brany pod uwagę do pierwszej jedenastki.
Jesienią graliście w Kołobrzegu po wyjeździe do Brugge. Nie udało się tam wtedy tego meczu wygrać, był tylko remis. Ostatnio Kotwica ‑ pomimo ogromnych problemów organizacyjnych ‑ dobrze punktuję, bo zabiera punkty wyżej notowanym zespołom. Jaki jest pomysł, żeby nie powtórzyło się to co latem?
‑ Wtedy MVP był bramkarz drużyny z Kołobrzegu. Faktycznie to co Pan powiedział się zgadza, bo to zespół, który mimo wielu problemów przegrał tylko raz, co prawda nie wygrał ani razu, ale nie traci dużo bramek, bo tylko cztery w tych pięciu spotkaniach, więc na pewno jest to niewygodny rywal. Rywal, który pokazał, że w spotkaniu z teoretycznie lepszymi zespołami jest w stanie się mobilizować, jest w stanie skutecznie się bronić całym zespołem, więc myślę, że scenariusz może być taki, że ten zespół będzie się bronił nisko, liczył na kontrataki. Ale też może być tak, że zagrają odważnie, będą się chcieli pokazać. Myślę, że taki pozytywny impuls, który jest w tamtym zespole to to, że mogli zgłosić już zawodników przed ostatnią kolejką. Kilku z nich zagrało, zgłosili kolejnego, więc tam morale na pewno jest wysokie. My na pewno pod tym względem musimy być zespołem na podobnym poziomie, jeżeli chodzi o te cechy wolicjonalne, o determinację. Myślę, że tutaj tego nam nie zabraknie, a wiem, że jeżeli chodzi o jakość piłkarską, to mamy zawodników na dobrym poziomie. I wierzę w to, że będziemy stwarzać sytuacje i zdobywać bramki. Taki jest nasz cel.
Wracamy do tego, co było na początku sezonu, czyli takiego maratonu piłkarskiego. Pięć meczów w ciągu dwóch tygodni. Będzie duża rotacja? Czy raczej jest Pan zwolennikiem takiego podejścia, że idziemy od meczu do meczu, grają najlepsi, a o ewentualnych zmianach w wyjściowym składzie decydują po prostu przypadki losowe?
‑ Raczej taka wersja. Oczywiście będziemy na bieżąco monitorować zmęczenie zawodników i też oceniać w jakiej dyspozycji ‑ przede wszystkim fizycznej ‑ będą, no ale z drugiej strony też jest to na pewno czas dla tych zawodników, którzy grali mniej, bo jest większe prawdopodobieństwo, że dostaną minuty na boisku.
O Superpuchar chciałem zapytać, ale w połączeniu z ligą. Co by nie mówić o wszystkich zawirowaniach wokół tego, to jest to jednak spotkanie o trofeum i jeżeli udałoby się wygrać, to zostanie zapisane w historii Wisły Kraków... Ale trochę w nawiązaniu do poprzedniego roku, bo tak wtedy było, że zmagania pucharowe odciskały piętno na tym co widzieliśmy w lidze. No udawało się mentalnie odciąć zawodników od tego i mieliśmy tylko taki efekt, żeby przytoczyć jakiś przykład, że był bardzo słaby mecz Głogowie, a trzy dni później świetny z Piastem Gliwice. Było widać, że to jest kwestia nastawienia mentalnego. Czy z tamtej przygody wyciągnęliście jakieś wnioski? Czy może Pan zapewnić, że zobaczymy ‑ głównie w lidze, bo to jest mimo wszystko ten cel podstawowy ‑ zespół w pełni zmobilizowany i nie myślący o tym, że za cztery dni jest szansa powalczyć na Stadionie Narodowym o kolejne trofeum?
‑ Myślę, że tak całkowicie odciąć się od tego nie da, bo jak zobaczymy o czym się głównie pisze w kontekście Wisły Kraków, to jednak tematem przewodnim jest Superpuchar... I nawet samo to pytanie świadczy o tym, prawda? Więc trudno jest odciąć piłkarzy od tych wiadomości. Natomiast my jako sztab cały tydzień pracowaliśmy nad tym, żeby fokus i na treningu i ten taki najbliższy cel był tematem głównym, czyli jutrzejsze spotkanie. Myślę, że zawodnicy też mają sporo tych doświadczeń i wiedzą, że jeżeli wcześniej się nie przygotuje dobrze do spotkania, a właśnie pod tym względem mentalnym, to już na samej murawie jest to bardzo trudno zmienić, więc cały czas pracujemy nad tym. Zawodnicy też są tego świadomi, więc liczę na to, że nie będzie problemu w tym aspekcie.
Jak wygląda sytuacja zdrowotna z Josephem Colleyem oraz z Markiem Carbó? Co stało się, bo to zapewne pokłosie reprezentacyjne, z Filipem Baniowskim?
‑ Filip w trakcie spotkania w reprezentacji doznał urazu barku. Na szczęście nie jest on na tyle poważny, żeby wymagał zabiegu operacyjnego, natomiast nie trenuje z drużyną. Na razie jest w trakcie rehabilitacji. Jeżeli chodzi o Josepha i Marco, to oni już trenują w pełni z całym zespołem. Marco jest bliżej powrotu do takiej pełni dyspozycji, Joe jeszcze troszeczkę dalej ‑ w mojej ocenie. Natomiast jeżeli chodzi o te aspekty takie pourazowe, to wygląda to obiecująco.
Można odnieść takie wrażenie, że w niektórych spotkaniach rundy wiosennej Wisła ma momentami problemy z koncentracją. Wisła dominuje, ma przewagę, ale chociażby w meczu z Arką Gdynia przy stałych fragmentach gry zabrakło odpowiedniego krycia. W meczu z Miedzią Legnica też nie było tego doskoku przy uderzeniach z dystansu. Jak Pan to diagnozuje i czy Wisła Kraków robi coś w tym kierunku, żeby te błędy się nie przydarzały?
‑ Oczywiście, że robimy coś w tym kierunku. Po to są analizy, po to są rozmowy indywidualne z zawodnikami, po to jest trening, żeby nad tymi sytuacjami pracować i my to robimy. Natomiast to czasami jest czyjeś gapiostwo, czyjś błąd, po prostu ludzki błąd. Zawodnik drużyny przeciwnej jest w danym momencie sprytniejszy, wygra pojedynek, wygra pozycję, więc tak ‑ przy tym sposobie krycia jaki wybraliśmy, czyli sposobie krycia "jeden na jeden" przy rzutach rożnych, jakby to indywidualne gapiostwo jest bardzo kosztowne czasami, bo jeżeli piłka spadnie w tę strefę pola karnego, to zawodnik często jest bez presji z naszej strony. Także to jest coś, co jest do pracy, do treningu. I nad tym na pewno pracowaliśmy.
Łukasz Zwoliński nie strzelił jeszcze podczas rundy wiosennej żadnej bramki, a sytuacji ma naprawdę bardzo dużo, czasem nawet więcej niż podczas rundy jesiennej. W sparnigach wyglądało to zdecydowanie inaczej. Z czego to wynika?
‑ Myślę, że pozytywne jest to, że Łukasz ma te sytuacje w każdym meczu. Ja wierzę w to, że za chwilę nastąpi przełamanie. Wiemy, znamy historię Łukasza i to piłkarz, który seriami strzela, albo seriami nie strzela. Mam nadzieję, że ta seria, w której nie zdobywa bramki, już się skończy na jutrzejszym spotkaniu. On pracuje na treningu mocno, jeżeli chodzi o tę finalizację w polu karnym. To jest jedyna droga ku temu, żeby się przełamać w meczu.
W tym zamkniętym sparingu pojawiło się nazwisko m.in. Bartosza Talara. W końcu zagrał. Były przymiarki, że może zagra w Turcji, to się opóźniało. Trener tłumaczył, że potrzebny był jeszcze czas. Kiedy to będzie zawodnik na kadrę meczową? Jak to wygląda, jak to u niego postępuje?
‑ Trudno powiedzieć, bo Bartek jest długo po operacji, ale są tam pewne problemy, z którymi się zmaga i to go hamuje, jeżeli chodzi o powrót do pełni tego przygotowania fizycznego i czucia na boisku. Na pewno potrzebuje jeszcze trochę czasu. Myślę, że poprzez zespół rezerw też będzie w stanie szybciej wrócić do dobrej dyspozycji. Planujemy, żeby w tę sobotę właśnie w meczu rezerw zagrał. Mam nadzieję, że po takiej konfrontacji z rywalem, nie w sytuacji treningowej, będzie to wyglądało dobrze i będzie mógł zrobić kolejny krok do powrotu.
Ten sparing z Baníkiem, czy chcieliście tak sobie na spokojnie zagrać, żeby nie było to obserwowane? Czy też cały czas szukacie nowych rozwiązań, że ten mecz był zamknięty?
‑ Prezes chyba tłumaczył powody, dlaczego taka była sytuacja. Dla mnie ten sparing nie był jakby celem samym w sobie. Traktowałem to jako element treningu, po dobrej pracy w całym tygodniu. Oczywiście mieliśmy możliwość przećwiczyć kilka wariantów, jeżeli chodzi o naszą taktykę i pod tym względem też był to owocny sparingpartner.
Do sytuacji ze sparingiem odniósł się jeszcze na zakończenie rzecznik prasowy Wisły ‑ Damian Urbaniec, który powiedział: ‑ Ja doprecyzuję. Ze względów organizacyjnych stadion szykował się do Półmaratonu Marzanny, pewne obszary były wyłączone. Wynajem trybun... tak więc kilka rzeczy się złożyło, to nie było tak, że to była wola sztabu.
Redakcja
Tagi:
Zobacz także:
- « Sytuacja kadrowa Wisły przed meczem z Kotwicą
- « Jacek Małyszek sędzią meczu Wisła - Kotwica
- « Z Bruk-Betem Termaliką w piątek
- « Damian Urbaniec nowym rzecznikiem prasowym Wisły Kraków
- Informacje o odbiorze biletów i pakietów na mecz o Superpuchar Polski »
- Zapowiedź 25. kolejki Betclic I Ligi »
- Podciągną kotwicę, czy ją zarzucą? Przed nami seria meczów prawdy! »
- Mecz Warta - Wisła bez udziału kibiców gości »
Najczęściej czytane w ostatnim tygodniu:
- « Podsumowanie 18. kolejki Betclic I Ligi
- « Wstydliwe pożegnanie z Pucharem Polski... Zawisza - Wisła 4-1
- « Wyniki 1/8 finału Pucharu Polski
- « Jednostronne widowisko. Wisła - Stal Mielec 3-0
- « Wisła gra z Zawiszą! Zapraszamy na relację tekstową live!
- « Mariusz Kutwa: - Wypadek przy pracy
