Mariusz Jop przed meczem o Superpuchar: ‑ Zrobimy wszystko, żeby dobrze się zaprezentować i powalczyć o zwycięstwo
Przed ekipą krakowskiej Wisły mecz o Superpuchar Polski z aktualnym mistrzem Polski ‑ Jagiellonią Białystok. Oto co na konferencji prasowej, przed tą potyczką, mówił trener Mariusz Jop.
Spotkanie z Jagiellonią to nie jest kolejny mecz ligowy, gdzie łatwo wytypować skład. Jak głębokich zmian w stosunku do tego, co widzimy w lidze można się spodziewać? Bo tak się nim bawiąc, to można pewnie z dziesięciu zawodników wymienić i wystawić całkiem nową "jedenastkę".
Mariusz Jop: ‑ Teoretycznie tak, natomiast oczywiście aż tak wielu zmian nie będzie. Traktujemy to spotkanie również jak ligowe. Traktujemy go bardzo poważnie. Jest to mecz prestiżowy, mecz o trofeum, więc na pewno nie ma mowy tutaj o jakimś potraktowaniu tego w niewłaściwy sposób. A co do personaliów, to oczywiście nie chciałbym ułatwiać rywalowi zadania. Na pewno przygotowania do tego spotkania były takie, jak do każdego kolejnego. Skupiamy się teraz tylko na tym meczu, nie myślimy o tym, co będzie dalej. Zrobimy wszystko, żeby dobrze się zaprezentować i powalczyć o zwycięstwo.
To mecz, w którym stykacie się z odmienną rzeczywistością od tej na co dzień, bo w lidze w zdecydowanej większości spotkań jesteście faworytem i musicie dźwigać tego presję. Jedenaście miesięcy temu było podobnie jak teraz, bo w finale Pucharu Polski to Pogoń była faworytem, ale to Wy lepiej poradziliście sobie z tą stroną mentalną, dźwigając ciężar tego spotkania.
‑ Na pewno takie radzenie sobie z presją, gra w roli faworyta z zespołami, które bronią nisko i czekają na kontratak ‑ jest to trudne nie tylko dla Wisły, ale dla zespołów, które często się z tym spotykają. Piłeczka jest po stronie Jagiellonii. Jagiellonia tę presję ma na pewno większą. Jest w roli faworyta, jest mistrzem Polski, jest zespołem, który dalej reprezentuje nas w europejskich pucharach. Więc tak, my tu jesteśmy trochę z pozycji takiego zespołu, który teoretycznie nic nie musi, a tylko może zyskać na tym meczu.
Jakiej Jagiellonii Pan się spodziewa? Czy wielu roszad w składzie? Przed nimi też są wyzwania dotyczące zarówno walki o mistrzostwo Polski, bo ostatnio się potknęli, ale też wciąż w Lidze Konferencji pozostają w grze.
‑ Ja nie sądzę, żeby tam były jakieś bardzo duże zmiany. Zresztą, obserwując Jagiellonię, trener rotuje tym składem, więc nie sądzę, żeby tu były jakieś rotacje większe niż zazwyczaj pomiędzy meczami ligowymi, a meczami w europejskich pucharach.
Jaki jest plan na zastąpienie Ángela Radado, no bo to piłkarz specyficzny, piłkarz, którego nie da się tak w stu procentach zastąpić. Kogo rozważa Pan na jego pozycji, oprócz Oliviera Sukiennickiego, który ostatnio pojawił się na boisku w jego miejsce?
‑ Możliwości jest kilka, bo i ktoś z młodych piłkarzy może tam zagrać. Mam na myśli Kuziemkę, czy Baniowskiego. Kacper Duda może zagrać na pozycji "dziesięć". Może zagrać Jesús na pozycji "dziesięć". Więc tych możliwości jest kilka. Myślimy nad tymi rozwiązaniami, trenowaliśmy różne scenariusze, więc postaramy się wybrać takie rozwiązanie, które jest najlepsze dla zespołu w tym momencie.
Gwiazdą Jagiellonii jest Afimico Pululu. Ostatnio Lechia Gdańsk była go w stanie zatrzymać, praktycznie zupełnie zneutralizować. Jaki macie plan na zatrzymanie tego zawodnika? Czy zainspirujecie się trochę Lechią, czy jednak skupiacie się w tym wszystkim na sobie?
‑ Myślę, że to nie są czasy, żeby tutaj oddelegowywać jakiegoś zawodnika do jednego tego wyróżniającego w drużynie przeciwnej. Zresztą myślę, że poza Pululu jest tam wielu dobrych piłkarzy, chociażby Jesús Imaz, który jest takim piłkarzem, uważam, jak nie najlepszą "dziesiątką" w Ekstraklasie, to na pewno top trzy, więc tam jest wielu takich piłkarzy. Myślę, że tutaj gra kolektywna, gra zespołowa, pomaganie sobie, wzajemna asekuracja, to są takie elementy, które pomogą poradzić sobie z każdym zawodnikiem drużyny przeciwnej. Nic tutaj wielkiego wymyślić nie możemy. Oczywiście Pululu jest piłkarzem, który ma wiele atutów, jest silny fizycznie, ma ciąg na bramkę, trudno go powalić, ma dobre, krótkie prowadzenie piłki. To jest piłkarz, który na pewno udowadniał i na poziomie Europy, i na poziomie Ekstraklasy, że jest bardzo groźnym i może być skutecznym napastnikiem. Natomiast ma też swoje słabsze strony, jeżeli chodzi o grę i my postaramy się to też wykorzystać.
W środku pola rywalizacja jest coraz większa. Wrócił Marc Carbó, wrócił Marko Poletanović. Są to dosyć podobni piłkarze. Czy Pan rozważa na przykład ustawienie tych dwóch zawodników w środku pola obok siebie? Czy jednak są zbyt podobni, aby razem grali?
‑ Oczywiście jest taka możliwość. Możemy sobie wyobrazić takie zestawienie właśnie Carbó‑Poletanović i na przykład Duda, w takim trójkącie. Wiadomo, że Kacper byłby wtedy na pozycji numer "dziesięć". Są różne scenariusze, różne możliwości, różne warianty możemy ułożyć z tych trzech, a nawet czterech zawodników, bo jeszcze jest James, który wiadomo, że też jest piłkarzem, który w tej rundzie jest w dobrej dyspozycji. Oczywiście będziemy to obserwować, mamy teraz sporo spotkań blisko siebie i na pewno będziemy starali się wykorzystywać tych piłkarzy, w zależności od tego, w jakiej dyspozycji będą.
Czy ten jutrzejszy mecz to będzie dla Pana najważniejsze spotkanie w trenerskiej karierze, czy to jest jednak przesadzona teza?
‑ Nie, to nie będzie najważniejszy mecz w mojej karierze. To będzie kolejny ważny mecz.
Mam wrażenie, że Wisła Kraków lubi grać "duże spotkania". Mówię to na bazie tych w europejskich porach, czy niektórych meczach ligowych, chociażby z Ruchem Chorzów. Czy też tak jest, że zespół sam się nakręca przed takimi dużymi spotkaniami, przed dużą publicznością i traktuje te mecze zupełnie inaczej?
‑ Zespół powinien traktować ten mecz jak każdy inny. Natomiast jest coś takiego, myślę, przychodzącego naturalnie, że jak jest spotkanie na dużym stadionie o stawkę, o prestiż, o trofeum, to jakby tej pracy od strony sztabu trzeba trochę mniej wykonać, jeżeli chodzi o motywację zawodników i to też myślę jest dosyć naturalne.
Niewykluczone, że przez długą część tego meczu będziecie musieli grać w niskiej, albo nawet w bardzo niskiej obronie. To jest taki wariant gry, w którym rzadko Wisłę się ogląda. Czy ma Pan jakieś obawy, jak drużyna może sobie z czymś takim radzić, bo rzadko kiedy widzimy Wisłę broniącą się na swojej połowie, czy w swoim polu karnym w lidze.
‑ Są takie fazy meczu, że musimy zejść do obrony niskiej. W spotkaniach ligowych również. Oczywiście jest to rzadko. Natomiast my postaramy się, żeby takich faz było jak najmniej. W meczu z Jagiellonią również.
Pracowaliście pewnie po ostatnim meczu nad jakością strzałów, bo oddajecie ich bardzo wiele, ale ich jakość jest taka sobie. Tutaj kolega wyliczył, że Igbekeme od pięciu meczów nie oddał celnego strzału w meczu, a w ogóle ma skuteczność piętnaście procent celnych strzałów w całym sezonie. No i gdyby jakość strzałów była lepsza, to taki mecz jak z Kotwicą, byłby "załatwiony" po dwudziestu minutach. Czy to jest tylko kwestia tego, że w meczu nie wychodzi, a na treningach już tak? Czy jest to jakiś szerszy problem?
‑ Potwierdzam to, że nad tym pracujemy. Określeni zawodnicy mają swoje mocne i słabe strony. Są mocne strony, nad którymi pracują, ale są też słabsze strony, nad którymi muszą też pracować. Akurat James jest piłkarzem, który pracuje nad finalizacją właśnie z tej okolicy szesnastego metra, bo my też to widzimy, że jest często, potrafi się znaleźć w tej sytuacji. Jeżeli atakujemy dużą ilością zawodników, rywal się broni nisko, to często ta piłka tam spada, my to widzimy. Jedyne co możemy robić, to po prostu powtarzać w treningu ten scenariusz uderzenia z szesnastego, osiemnastego metra. Natomiast jest to coś, nad czym James na pewno musi pracować.
Nie wracacie po tym meczu do Krakowa, bo potem macie mecz w Grodzisku z Wartą. Na finał Pucharu Polski jechała bardzo szeroka grupa zawodników, nawet Ci kontuzjowani. Czy dla takiego kolejnego święta w Wiśle, bo tak ten mecz też trzeba traktować, zabieracie cały zespół? Szerszą kadrę pod kątem też rywalizacji z Wartą, żeby móc trenować w Opalenicy?
‑ Jedziemy większą grupą, natomiast niektórzy zawodnicy dojadą na sam mecz, żeby być z nami na Stadionie Narodowym. I ci, dla których lepiej będzie, żeby trenowali z drugim zespołem ‑ wrócą trenować z drugim zespołem i też wziąć udział w spotkaniu sobotnim. Natomiast tak, jedziemy trochę szerszą grupą, niż zazwyczaj.
Czy Ángel Rodado jedzie z Wami?
‑ Jedzie z nami.
Jak Pan jutro wejdzie na Stadion Narodowy, to po tym co przeżyliście 2 maja 2024 roku ‑ będzie się tam Pan czuł pewniej, czy ten nowy mecz, nowe wyzwanie, to znowu powoduje takie większe ciarki?
‑ Ja myślę, że to było tak dawno temu, że to nie ma żadnego znaczenia. Natomiast być może dla niektórych zawodników, którzy mieli przyjemność grać w tym finale, to te wspomnienia będą na pewno pozytywne, bo ten mecz dla nas skończył się bardzo korzystnie. Natomiast dla mnie osobiście wiem, że to nie ma znaczenia.
Sytuacja z Rodado powoduje przemodelowanie trochę kadry zespołu, żeby któregoś z ofensywnych zawodników, np. Duarte, lub kogoś innego, przestawić w treningach na to, żeby grał jako napastnik, bo w tej chwili ‑ poza Zwolińskim ‑ w zasadzie nie macie żadnego manewru na pozycji numer "dziewięć". W rezerwach chyba też nie ma kandydata, który mógłby wspomóc drużynę na tej pozycji, więc trzeba szukać rozwiązań wewnątrz tej kadry, która jest. Czy ma Pan jakiś pomysł, żeby kogoś przesunąć na stałe, nawet w treningach, na pozycję napastnika. Jest jeszcze dziewięć meczów do końca i może być z tym problem.
‑ No tak, robiliśmy to już w zeszłej rundzie. No chociażby wspomniany Duarte, który z Polonią grał na pozycji numer "dziewięć" i spisywał się całkiem przyzwoicie. Ángel w naszym sposobie gry jest bardziej taką "dziesiątką", więc na tę pozycję mamy większe możliwości, ale tak, w przypadku gdyby trzeba było zmienić Zwolińskiego, mamy jakieś warianty, które ćwiczyliśmy na treningach już wcześniej, czy też w spotkaniu tutaj z Baníkiem. Natomiast dla tych zawodników nie są to naturalne pozycje, to też trzeba otwarcie powiedzieć, że takim najbardziej powiedzmy zawodnikiem, który mógłby go zastąpić, jest Duarte. Reszta zawodników ma trochę inny profil.
Wiadomo, że wszyscy czekają na przełamanie Łukasza Zwolińskiego. Jak on znosi to psychicznie? Czy jest jakaś frustracja, czy dalej ma zaufanie, czy jest wiara w to, że zacznie strzelać bramki tak jak jesienią?
‑ Ale wiara i zaufanie ode mnie, czy od wszystkich? Od wszystkich, to mi trudno powiedzieć. Natomiast myślę, że jedyne co można zrobić to zachować tutaj spokój i być cierpliwym, bo to co jest najważniejsze to, że on dochodzi do sytuacji strzeleckich. Praktycznie w każdym spotkaniu ma co najmniej jedną bardzo dobrą sytuację. Ja wiem, że to jest kwestia czasu. Oczywiście chciałbym, żeby to jak najszybciej nastąpiło. Łukasz też bardzo chciałby, żeby to było jak najszybciej. Ja wierzę, że to nastąpi, a jak już nastąpi, to pójdzie seria w drugą stronę.
Redakcja
Tagi:
Zobacz także:
- « Sytuacja kadrowa Wisły przed meczem o Superpuchar Polski
- « Podsumowanie 25. kolejki Betclic I Ligi
- « Rycerze wiosny. GKS niezmiennie liderem
- « Zmiany w sztabach szkoleniowych juniorskich zespołów Wisły Kraków
- James Igbekeme piłkarzem marca »
- Wracamy na Narodowy! Dziś Wisła zagra o Superpuchar z Jagiellonią »
- Siatkarki: KS Bronowianka - Wisła 3-0 »
- Skład Wisły w meczu o Superpuchar »
Najczęściej czytane w ostatnim tygodniu:
- « Wstydliwe pożegnanie z Pucharem Polski... Zawisza - Wisła 4-1
- « Wyniki 1/8 finału Pucharu Polski
- « W Łodzi na remis. ŁKS - Wisła 1-1
- « Wisła gra z Zawiszą! Zapraszamy na relację tekstową live!
- « Podsumowanie 19. kolejki Betclic I Ligi
- « Wisła gra z ŁKS-em! Zapraszamy na relację tekstową live!
